– Kiedyś ukradziono mi rower, który na chwilę zostawiłem nieprzypięty. Stałem trzy metry od pojazdu, a mimo to złodziejowi i tak udało się wykorzystać sytuację – opowiada Michał Wolny z Porozumienia Rowerowego.
Okazja czyni złodzieja
Złodziejom zadanie ułatwia niewłaściwe zabezpieczenie rowerów.
– Winni są sami użytkownicy jednośladów. Kiedy jeżdżę po mieście, widzę, że 90 proc. pojazdów ma złe przypięcie – tłumaczy Aleksander Wiącek, asystent prezydenta Lublina odpowiedzialny za politykę rowerową w mieście. Jego zdaniem cykliści powinni przede wszystkim zrezygnować z popularnych linek na rzecz mocnych, profesjonalnych blokad.
– Najlepsze są kłódki typu u-lock. To droższe, ale raczej nie do ruszenia zabezpieczenia w kształcie podkowy. Są naprawdę mocne, zrobione ze stali nierdzewnej. Zwykłe linki można bezszelestnie przeciąć nawet nożyczkami – tłumaczy Wiącek. Kłódki na kod też nie są najlepszym rozwiązaniem – złodziej szybko może rozszyfrować układ cyfr.
– Jest taka niepisana zasada, że zapięcie do rowerów powinno kosztować 10 proc. ceny jednośladu. Większość rowerzystów wciąż o tym zapomina, a to okazja czyni złodzieja – uważa Wolny. Blokada powinna być też przypięta do ramy pojazdu, a nie do koła, które łatwo zdjąć.
Szanse na odzyskanie roweru raczej małe
Rowery są coraz bardziej popularne, a co za tym idzie, złodziejom łatwo jest je sprzedać. – Dopóki ludzie będą oszczędzać i kupować jednoślady po podejrzanie niskich cenach, kradzieże się nie skończą. Złodzieje sami nie jeżdżą skradzionymi pojazdami, tylko sprzedają je albo rozbierają na części – mówi podkomisarz Andrzej Fijołek z KWP Lublin i przyznaje, że skradzione jednoślady rzadko wracają do właścicieli. – Mamy ograniczone możliwości. Nawet jeśli znajdziemy skradzione rowery, trudno jest ustalić ich właścicieli. Pojazdy są przemalowane, mają inne części. Dlatego zwłaszcza te drogie jednoślady warto oznaczyć tajnopisami – tłumaczy Fijołek. Próba usunięcia śladu wiąże się z uszkodzeniem mechanicznym pojazdu. Tajnopisy – czyli po prostu markery UV – są niedrogim środkiem zabezpieczającym. Dobrze jest też sfotografować rower, aby w przypadku jego kradzieży móc przekazać zdjęcie oraz dowód zakupu policjantom.
Więcej rowerów, więcej kradzieży
Rowerzyści, którzy nie wierzą w skuteczność policji, zakładają strony internetowe, na których publikują zdjęcia rowerów oraz opisy okoliczności, w jakich zginęły. – Staramy się włączać w te działania i informować o kradzieżach na naszym profilu na Facebooku czy na stronie internetowej. Prowadzimy też wiele akcji w szkołach, podczas których w konkursach rozdajemy np. kłódki typu u-lock – informuje Wolny. Planowana jest także kampania, która pokazywałaby mieszkańcom Lublina, jak najlepiej zabezpieczać jednoślady przed kradzieżą.
– W Lublinie jest coraz więcej rowerów, więc kradzieże zdarzają się coraz częściej. Mnie nigdy się to nie zdarzyło, chociaż zostawiam rower pod domem, przypięty do znaku drogowego i widzę, że mam już naśladowców – dodaje Wiącek.
[/lock_content]
Cały tekst: http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,18352606,kradzieze-rowerow-w-lublinie-jest-ich-coraz-wiecej.html
