Prasówka: „Lublin przyjazny rowerzystom? Czas skończyć z tą obłudą!” [Gazeta Wyborcza Lublin]

To, że rowerzyści nie chcą jeździć po czerwonych ścieżkach jest nieważne. Kontraruch to zło samo w sobie. Opóźnienie uruchomienia miejskiej wypożyczalni – nieistotne. Urzędnicy z Zarządu Dróg i Mostów na złość rowerzystom blokują wszystkie ich pomysły. A prezydent mówi, że Lublin jest miastem przyjaznym dla cyklistów. Czas skończyć z tą obłudą!

[lock_content error=”Treść dostępna na stronie wydawcy”]

Krew się we mnie gotuje jak czytam wypociny urzędników z Zarządu Dróg i Mostów. A mam okazję robić to dość często, bo muszą oni odpowiadać na wnioski bardzo aktywnych środowisk rowerowych, które działają w Lublinie. Ich przedstawiciele co rusz zgłaszają ciekawe pomysły na to, jak usprawnić poruszanie się po mieście na dwóch kółkach. Cykliści często odwiedzają inne miasta, podpatrują rozwiązania rowerowe, które w nich się sprawdzają i próbują przenieść na nasz grunt. Ale w Lublinie natrafiają na ścianę. Tą ścianą są urzędnicy z budynku przy ul. Krochmalnej. I tej ściany za nic nie da się przebić.
Żonglują fałszywymi argumentami
Dlaczego piszę o tym teraz? Bo rowerzyści znów dostali kilka pism z ZDiM. I znów zaproponowane przez nich rozwiązania okazały się zbyt trudne do wdrożenia, zbyt kosztowne lub zbyt niebezpieczne. Tymi argumentami urzędnicy nauczyli się żonglować tak dobrze, że potrafią skutecznie omamić nawet prezydenta.
No to teraz przykłady. Kilka dni temu ZDiM opowiedział cyklistom, że nie da się wprowadzić kontraruchu na bocznych do ul. Narutowicza uliczkach. „To niebezpieczne” – piszą i powołują się na opinię policji. Ta zaś zwraca uwagę, że aby bezpiecznie poruszać się pod prąd na jednokierunkowych ulicach, powinny mieć one ponad 6 metrów szerokości! Mało kto wie, że opinia policji dla urzędników nie jest kluczowa. Mało kto wie, że w Gdańsku kontraruch jest dopuszczony na ulicy, która nie ma nawet trzech metrów szerokości! Mało kto wie, że to rozwiązanie jest zupełnie bezpieczne. W tym samych Gdańsku jest 130 ulic z dopuszczonym kontraruchem, a przez pięć lat tylko raz rowerzysta zderzył się z samochodem. No, ale nasi urzędnicy wiedzą swoje. Przecież bezpieczeństwo jest najważniejsze.
Wszystkie pomysły do kosza
Kolejne przykłady? Proszę bardzo. Będę się streszczał, żeby nie zabrakło mi miejsca. Codziennie przez placu przed Centrum Kultury przejeżdżają dziesiątki czy steki rowerzystów. BMX-iarze mają dobre miejsce do ćwiczenia trików. Porozumienie rowerowe poprosiło, żeby dopuścić tam ruch rowerów, bo część pracowników dojeżdża tam rowerami. Chcą skończyć z fikcją. Odpowiedź? „Nie”. Dlaczego: „Bo nie!”.
Szerokim chodnikiem wzdłuż al. Tysiąclecia, przy pl. Zamkowym też jeździ wiele osób. Niedawno stanęła tam stacja miejskiej wypożyczalni rowerów. Cykliści poprosili, żeby umożliwić przejazd właśnie chodnikiem. Al. Tysiąclecia codziennie mkną tysiące samochodów. Jest niebezpiecznie, nieprzyjemnie, ciasno. Chodnik jest szeroki, mało kto nim chodzi. Spokojnie zmieszczą się i piesi i rowerzyści. A Zarząd swoje. Nie ma szans. Może kiedy indziej.
Potrzebne są porządki
I na koniec. Niedawno otwarto wypożyczalnię rowerów. Bije rekordy popularności. To świetnie, że lublinianie pokochali rower miejski. Problem jest taki, że to już końcówka sezonu i wkrótce rowery zostaną schowane na zimę. Tymczasem plan był taki, żeby rower miejski uruchomić już w wakacje. I firma Nextbike była do tego przygotowana. Jednak urzędnicy z Zarządu Dróg i Mostów na podjęcie większości decyzji potrzebowali miesiąca lub więcej czasu. Do tego sami zmienili lokalizacje kilku stacji – co nie spodobało się części mieszkańców. Uzgadnianie wyglądu terminalu, który stoi przy stacjach trwało blisko dwa miesiące.
Ktoś powie, że pewnych rzeczy nie dało się zrobić szybciej. To ja powiem, że Białystok, który w tym roku też uruchomił system roweru miejskiego, później od Lublina ogłosił na niego przetarg. Tymczasem wszelkie uzgodnienia były błyskawiczne i mieszkańcy stolicy Podlasia wypożyczają rowery już od maja.
Przykładów złej woli, ignorancji, złośliwości czy pokazywania „kto tu rządzi” ze strony Zarządu Dróg i Mostów jest zdecydowanie więcej. Może warto, żeby prezydent wyciągnął z nich wnioski na przyszłość. Jeśli tak się stanie, to dopiero można będzie mówić, że Lublin jest przyjazny rowerom. Teraz tylko się oszukujemy, że tak jest.

[/lock_content]

Źródło:
Gazeta Wyborcza Lublin
Piotr Kozłowski