Prasówka: Więcej stacji rowerowych. Lublin jak Monachium [Gazeta Wyborcza Lublin]

Podwojenie liczby stacji roweru miejskiego, kontraruch na ulicach i lepsza polityka rowerowa. Lublin chce równać do Monachium.

[lock_content error=”Treść dostępna na stronie wydawcy”]

40 stacjami i 400 miejskimi rowerami możemy cieszyć się od ostatnich dni września. Od razu okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.
Dziennie rowery wypożycza się ponad trzy tysiące razy. Każdego dnia do systemu dołącza od 500 do 700 nowych użytkowników. Łącznie od początku działania systemu dokonano ponad 45 tysięcy wypożyczeń. Gdzie nie spojrzeć, widać ludzi jadących na charakterystycznych, srebrnych jednośladach.
– Prywatnie powiem, że nie sądziłem, że mieszkańcy tak tłumnie przesiądą się na rowery – przyznaje prezydent Krzysztof Żuk.
800 rowerów i 80 stacji
Teraz Lublin chce pójść za ciosem. Firma Nextbike, która administruje rowerowym systemem, proponuje, żeby rozbudować system o kolejnych 20 stacji. Miasto nie chce się na to zgodzić, bo… uważa, że to za mało. Stawia na podwojenie liczby stacji i rowerów.
To plan na przyszły rok i wymaga ze strony urzędu szeregu formalności. Jest jednak sposób, żeby stacje powstały wcześniej. Firmy, uczelnie i instytucje, które chcą mieć w swoim pobliżu stację, mogą przez ratusz porozumieć się z Nextbike. I za nowe stacje zapłacić. Koszt jednej to około 66 tys. zł.
Jeśli firmy się na to zdecydują, to stacji ma przybywać w ekspresowym tempie. Jeśli rowerami zajmie się wyłącznie ratusz, to system będzie rozrastał się wolniej.
Pierwsi chętni do sfinansowania stacji już są. Jak mówi prezydent, to np. Wyższa Szkoła Społeczno-Przyrodnicza.
Urzędnicy analizują też, które ze stacji są mniej używane i mogłyby się przydać w innym punkcie miasta. Umowa z firmą Nextbike zakłada, że pięć takich stacji można bezproblemowo przenieść.
Tyle proszenia i będzie
To początek zapowiadanych zmian w miejskiej polityce rowerowej. Punkt drugi to kontraruch – czyli rowerzysta jedzie w kierunku przeciwnym niż mijający go samochód. Jak na razie w Lublinie są tylko dwie ulice z takim rozwiązaniem: Kozia i Grygowej.
– Na przykład Radom właśnie wprowadził takie rozwiązanie na wszystkich swoich ulicach – mówi Aleksander Wiącek z Porozumienia Rowerowego, który właśnie wszedł formalnie do zespołu doradczego w sprawie polityki rowerowej.
Wiącek tłumaczy, że kontraruch to bezpieczne rozwiązanie. – W Gdańsku, gdzie kontraruch jest na 130 ulicach, w ciągu ostatnich pięciu lat doszło do tylko jednego zdarzenia z udziałem rowerzysty. Ponadto kontakt wzrokowy między rowerzystą a kierowcą samochodu sprzyja poprawie bezpieczeństwa – argumentuje.
Urzędnicy właśnie ogłosili, że wprowadzą kontraruch na kolejnych ulicach. Czyli zrobią to, o co „Wyborcza” apelowała od dawna.
Jeszcze w październiku kontraruch będzie obowiązywał na ul. Konopnickiej, Orlej, Wschodniej i Środkowej. Czyli na bocznych uliczkach odchodzących od remontowanej Narutowicza.
Więcej zmian
Nowe otwarcie polityki rowerowej oznacza też zaplanowanie rozbudowy sieci ścieżek i pasów dla jednośladów i weryfikację technicznych wytycznych co do budowy ścieżek. Wiącek mówi, że należy wykreślić choćby punkt o obowiązku choćby punkt o obowiązku malowania ścieżek na czerwono.

[/lock_content]

Źródło:
Gazeta Wyborcza Lublin
Sławomir Skomra