W Radomiu jedną decyzją dało się dopuścić ruch rowerowy „pod prąd” na wszystkich jednokierunkowych ulicach. W Lublinie cykliści bezskutecznie proszą, aby to zrobić na kilku niewielkich uliczkach.
[lock_content error=”Treść dostępna na stronie wydawcy”]
W Radomiu w połowie września sukces zgodnie odtrąbili wszyscy – Bractwo Rowerowe, Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji oraz policja. Dopuszczono wtedy kontraruch na wszystkich jednokierunkowych ulicach znajdujących się w mieście. To oznacza, że cykliści legalnie mogą jechać „pod prąd” na 51 ulicach. I to bez względu na to, jaką mają szerokość czy długość. Przy tej okazji wszyscy podkreślali, że to wygodne i bezpieczne rozwiązanie zarówno dla rowerzystów, jak i kierowców.
Nie! I to bez tłumaczeń
W Lublinie miało być podobnie, tylko na mniejszą skalę. Po przepychankach w sprawie dopuszczenia kontraruchu na bocznych uliczkach prostopadłych do ul. Narutowicza prezydent Krzysztof Żuk zaprosił organizacje rowerowe do rozmów z policją i Zarządem Dróg i Mostów. Ich efektem miało być zezwolenie na jazdę „pod prąd” m.in. na ul. Konopnickiej, Środkowej, Wschodniej czy Granicznej.
Jednak, jak się okazuje, nic z tego. – Niedawno dostaliśmy odpowiedź z ZDiM, że kontraruchu na tych ulicach nie będzie. Urzędnicy nawet nie trudzili się, żeby wyjaśnić, dlaczego tak się stało – denerwuje się Aleksander Wiącek z Porozumienia Rowerowego.
Negatywna opinia policji
Urzędnicy tłumaczą natomiast, że zdecydowała o tym negatywna opinia policji. – Dla kontrapasów rowerowych opinia była negatywna z uwagi na niedostateczną ilość miejsca. Ze względu na kwestie bezpieczeństwa opinia policji w tym zakresie jest dla nas kluczowa – przekonuje Beata Krzyżanowska, rzeczniczka prezydenta.
Zgodnie z wyliczeniami, które przestawiła nam rzeczniczka, kontraruch można byłoby dopuścić na ulicy mającej ponad sześć metrów szerokości! (pas ruchu dla rowerów 1,5 m, pas ruchu dla pojazdów 2,75 m, pas postojowy min. 2,0 m). Tymczasem na przykład w Gdańsku cykliści pod prąd jeżdżą nawet po ulicach o szerokości 2,8 m. Trzeba też dodać, że opinia policji nie jest wiążąca.
Dyrektor z ratusza przeciwko rowerzystom
Takie stawianie sprawy denerwuje rowerzystów. – Brak wprowadzenia rozwiązań, o które prosimy, to uderzanie w Lubelski Rower Miejski. Urzędnicy rzucają rowerzystom kłody pod nogi. Muszą oni wybierać dłuższe trasy albo jeździć po chodnikach, łamiąc przepisy. Dyrektor Zarządu Dróg i Mostów otwarcie działa przeciwko zapisom polityki rowerowej. A poza tym manipuluje opinią publiczną, co rusz zmieniając powody, dla których nie realizuje naszych postulatów. Raz pisze o tym, że nie ma pieniędzy, a innym razem, że są niebezpieczne – punktuje Wiącek.
Wygląda na to, że Lublin pozostanie ewenementem w skali kraju. W zdecydowanej większości dużych miast kontraruch jest dopuszczony na co najmniej kilkudziesięciu ulicach (w Gdańsku ponad 130!). Tymczasem u nas pod prąd można pojechać ul. Kozią i wiaduktem, który biegnie ul. Grygowej.
Rowerzyści chcą zmienić ten stan rzeczy. Do budżetu obywatelskiego zgłosili projekt wprowadzenia kontraruchu na kolejnych ulicach. Głosować można do 7 października.
[/lock_content]
Źródło:
Gazeta Wyborcza Lublin
Piotr Kozłowski
